Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nova. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nova. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 sierpnia 2012

[548] http://pseudonim-faust.blog.onet.pl


Autorka: Anonyma
Oceniająca: Nova

1.    Pierwsze wrażenie

Kiedy patrzę na adres, to otwierają się przede mną dwie możliwości. Pierwsza z nich mówi mi, że będzie to opowiadanie o owym pseudonimie, czyli coś pełnego tajemnic, zagadek i pewnej historii. Przecież co można powiedzieć o takowym połączeniu dwóch słów? Jeśli na ich podstawie ma powstać opowiadanie, to od razu wyczuwa się górę oryginalności. Co takiego niesamowitego jest w tym pseudonimie? Z kim jest związany? Co skrywa? Czemu widnieje w adresie? Stanowi motyw przewodni? Ilość pytań po prostu atakuje i tylko, że tak określę, nakręca. Istnieje też duże prawdopodobieństwo, że blog opowiada o człowieku, który wybrał sobie taką ksywkę, kryptonim czy coś tam jeszcze. Wobec tego pojawia się od razu kolejna garść pytań. Dlaczego wybrał sobie takie miano? Kim jest naprawdę? Co takiego skrywa? Czym się zajmuje? Co takiego łączy go z Faustem? Dlaczego wszystko owiane jest taką garścią tajemnicy? O co w tym wszystkim chodzi? Jednak po kolei. Pseudonim jest czymś, pod czym ktoś stara się ukryć swoje prawdziwe personalia z rożnych powodów. Może chcieć się przed kimś ukryć, utrudnić rozpoznanie, dla samej zabawy lub w ten sposób wskazać jakąś charakterystyczną cechę. Pod pseudonimem zawsze coś się kryje, bo w końcu taki jego cel. Jednak dana nazwa może w jakiś sposób odwzorowywać daną osobę i nie została wybrana bez konkretnego powodu, jako taki wymysł pod wpływem chwili. W każdym razie stworzenie takiego adresu nie musi od razu wskazywać na bohatera, a ma po prostu stworzyć jakąś otoczkę dla bloga. Może (zapewne dziwnie to zabrzmi) jest to pseudonim opowiadania, pod którym stara się skryć prawdziwa historia? Jednak pozostaje też drugi człon, czyli Faust. Tego pana pamiętam z lekcji języka polskiego i dramatu Goethego. Faust był bodajże wielkim uczonym, który zawarł pakt z Mefistofelesem, gdy poczuł, że jego wiedza jest niewystarczająca, ograniczona. Pamiętam też coś o jego ukochanej Małgorzacie i zakończenie całej historii, gdy bohater dostrzegł szczęście w pracy dla ogółu i w pewnym momencie powiedział: trwaj chwilo, jesteś piękna! Dalsza część mi z głowy uleciała. O tego Fausta chodzi, a może jego pierwowzór lub inną wersję? Może adres odnosi się do osoby, która zachowuje się tak, jakby zawarła pakt z diabłem, oddawała się czarnej magii lub po prostu była potwornie zła? Co w tym ciekawego? To, że takie postacie są niezwykle fascynujące, inne i zachęcają do zapoznania się z przyczynami ich działań.
Teraz przechodzę do belki, a mamy tam cytat, którego autorem jest sam Johann Wolfgang von Goethe, czyli mam prawo sądzić, że chodzi o Fausta z jego utworu. Wszystko, co przemija, jest tylko wizerunkiem – tak głosi belka. Wizerunek, czyli wyobrażenie, czyjś obraz, podobizna lub odbicie. Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to pytanie: czego wizerunkiem jest to, co przemija? Jednak pojawia się też druga myśl, że wizerunek jest po prostu wyobrażeniem, czymś nierealnym i wymyślonym w naszym umyśle lub najzwyklejszym wspomnieniem. W każdym razie moja intuicja podpowiada mi, że najzwyczajniej w świecie chodzi o to, aby nie przywiązywać zbytniej uwagi do rzeczy przeszłych. W połączeniu z adresem tworzy coś ciekawego, bo niejasnego. Nie czuję, abym miała przejść przez nudną historię, w której bohaterem jest rozpaczający nad przeszłością gość. Połączenie tych słów wskazuje raczej na coś dobrze przemyślanego, wciągającego, intrygującego, a zarazem posiadającego postać nietuzinkową, która wie, co mówi. Może okazać się to nieprawdą, ale już sam wstęp do bloga zmusza rozleniwione komórki do myślenia, wprowadza je w ruch i sprawia, że wyobraźnia zaczyna szaleć od pomysłów. Taki efekt mi się podoba. Łatwy do zapamiętania adres, który w swojej prostocie jest nadzwyczaj zachęcający, a także belka z niesamowitym cytatem, którą z adresem łączy Faust, są spełnieniem blogowych marzeń. Tylko można byłoby oddzielić ten cytat od autora myślnikiem, co?
Kategoria to opowiadania, z którą w zupełności się zgadzam. Chyba bardziej się przy tym elemencie rozpisywać nie muszę, więc idę dalej. Oby mi grafika wrażenia nie zepsuła.
Krwiście się zrobiło i tak jakoś niemiecko. Czerwony z czarnym? Wybitnie nie cierpię takiego połączenia, bo dla mnie to znak, aby nie wchodzić, ale… chyba zrobię wyjątek. Kolorystyka nie rani po oczach, a szablon w swojej skromności jest urzekający. Wszystko jest ładnie dopasowane, tylko czcionka mi się nie podoba, a raczej jej kolor. Zapewne jest ten sam co tła, ale nie miałabym nic przeciwko, gdyby był trochę jaśniejszy lub bledszy.
Co by tu zrobić? Moje pierwsze wrażenie jest nadzwyczaj dobre, albo raczej wybitnie bardzo dobre. Sądząc po szablonie mogę mieć do czynienia z opowiadaniem historycznym, co traktuję jako prawdziwą perełkę w świecie blogosfery. Przecież nie tak łatwo jest wykreować świat, opierając się na dawnych dziejach, prawda? Jednak wracając do rzeczy, to przyznaję, że wieje tutaj oryginalnością, tajemniczością i wszystkim, co mogłoby zachęcić do pozostania na dłużej.

9,5/10

2.    Grafika

Jak już wspomniałam szablon jest prosty i dobrze. Jeden obrazek z dopasowanym tłem i to w zupełności starczy. Osobiście przyznaję, że wszelkie trójkolumnowce z powtarzającym się schematem, olbrzymim nagłówkiem i garścią topazu są ładne (póki nie wystąpi nadmiar ostatniego elementu), ale już nudne. Dlatego też tak mi się tu podoba. Jeden obrazek przekazuje tyle, ile trzeba i ładnie się ze wszystkim komponuje. W nagłówku widzę jakiegoś mężczyznę. Przyznam, że kiedy pierwszy raz go zobaczyłam, to od razu pomyślałam o II wojnie światowej i Niemczech. Nie wiem, dlaczego tak się stało. Aura tego bloga najwyraźniej tak na mnie wpłynęła i zmusiła do wyciągnięcia owego wniosku. Początkowo myślałam, że ten mężczyzna płacze, jeszcze ta mina do tego pasowała, ale w rzeczywistości nie ma tam żadnej łzy, tylko krew. Jest on hm… zdziwiony? Nie, raczej nie. Nie wiem. Nigdy nie byłam dobra w odczytywaniu uczuć z twarzy. Jednak sam fakt, że krew leci mu z głowy, a on tylko się patrzy w jeden punkt i nic sobie z tego nie robi, wprowadza już w jakieś zastanowienie. Wydaje się być trochę taki bezuczuciowy, obojętny albo zszokowany. Ma czaszkę na swojej czapce (?) i właściwie zastanawiam się, czy to nie odnosi się do jakiejś masowej rzezi. Schodzę niżej, a tam mam napis: Więc kimże w końcu jesteś? Czcionka niezwykle mi się podoba, odnoszę wrażenie, że dopasowuje się do tematyki wojny światowej. Jednak co do odpowiedzi na to pytanie, to przychodzi mi do głowy jedynie nie wiem. Jednak wracając do bloga, to zaczynam łączyć ten tekst z adresem. Pseudonim ukrywa prawdziwą tożsamość i to pytanie może właśnie się do niego odnosić lub do głębszej wizyty w umysł człowieka. Jeśli obiektem uwagi będzie ten pan z nagłówka, to jestem w pełni za, bo jest on bardzo intrygujący. Dobrze, dobrze, ale trochę odchodzę od tematu grafiki. Kolorystyka jest jak najbardziej dopasowana i, jak już wspomniałam wyżej, wypadałoby coś zrobić z tą czcionką. Tło ją trochę tłumi, więc powinna być ciut wyraźniejsza, ale nie oczojebna. Chociaż można też pokombinować z tłem zewnętrznym i sprawić, aby był trochę bledszy. Dlaczego zwracam na to uwagę? Bo widzę, że ten tekst lepiej będzie się czytać, gdy go się zaznaczy.
Dodatkowych obrazków nie ma, co nadaje jeszcze większej skromności. Ogólnie rzecz biorąc wygląd bloga nie jest ani piękny, ani brzydki. Wszystko wydaje się dopasowane do tematyki, współgra ze sobą i tworzy dobre wrażenie. Szczególnie podoba mi się menu, w którym nie ma czegoś tak pospolitego jak linki lub o opowiadaniu. Jest ciekawy tekst, chociaż w życiu nie wpadłabym na to, aby pod słowem Dobro ukryć spamownik. Jednak o tym wspomnę później.

13,5/15

3.    Treść

Prolog

Naprawdę nie przepadam za takimi prologami. Ma konstrukcję rozdziału i nie ma w nim jakiegokolwiek eksperymentu, który odróżniłby tekst od zwykłej notki i nadał oryginalności. Właściwie mamy tutaj przedstawioną sytuację w szpitalu i wszystko kieruje się ku Faustowi, aby od razu uświadomić czytelnikowi, o co chodzi z tym adresem. Brak mi tutaj inności, bo są opisy, są dialogi, ale czy tak powinien wyglądać prolog, który ma zachęcić czytelnika? Ja po tym stwierdziłam, że po prostu ruszamy z akcją i tyle. Przy takim wstępie i pierwszym wrażeniu liczyłam na coś więcej, jakąś niespodziankę, stworzenie nastroju, grozy, nie wyjawienie zbyt wiele na temat historii, a tutaj tego nie ma. Prędzej nazwałabym tę notkę Rozdziałem pierwszym. Kolejna moja uwaga to szpital. Właściwie nie dowiedziałam się nic o miejscu, jak wygląda, co w nim jest, jakie jest otoczenie i tak dalej. Rozumiem, że chłopak jest ranny, ale coś widział w końcu. Zresztą on chyba już tam był, może nie jako osoba ranna, ale po prostu przez jakiś czas przebywał w danym budynku. Trochę taki ubogi obraz został stworzony, można go było urozmaicić, rozwinąć element tej bieli i cokolwiek jeszcze napisać. Przyznajmy szczerze, że my nie żyjemy w tych czasach, więc nie jesteśmy w stanie sobie odpowiednio miejsca zobrazować, ale pisząc tekst mamy pewną swobodę i możemy stworzyć własny obraz, który pojawiłby się przed oczami czytelnika i zaspokoił jego ciekawość. Poza tym nie narzekam na sposób przedstawienia postaci, relacji między nimi lub sytuacji. Wszystko czyta się płynnie, z zainteresowaniem, a poza tym ma się wrażenie, że Autorka rzeczywiście czuje tę epokę, zna ją i jest w stanie tak przedstawić, aby zainteresować, a zarazem podzielić się czymś. Właściwie do głowy przychodzą wciąż nowe pytania, bo nie wiadomo, co się stało, skąd Janek się tam wziął, jak się tam dostał, dlaczego jest ranny i tak dalej. Co prawda odpowiedzi kryją się w tym tekście, czegoś możemy się domyślić, coś jest nam powiedziane, ale chcemy więcej wyjaśnień, więcej od tej historii i to jest dobra strona tego Prologu. W dialogi wplecione są opisy, znamy odczucia Janka, co bardzo cenię, a także mamy przedstawioną w ten sposób sytuację. Nie poznaję bohaterów jedynie z ich wypowiedzi, ale również dzięki chłopakowi. Tworzy się nastrój, pojawiają się mieszane odczucia względem Fausta i tak właściwie nie wiadomo, czy mu zaufać, chociaż wszystko skłania się ku temu. Ten Niemiec wyraźnie intryguje i człowiek zastanawia się, co on tam robi. Chociaż lekarka została nieco odepchnięta na bok, to właściwie jest to jakiś zabieg, aby skierować czytelnika w stronę mężczyzn i ich więzi, która dopiero się tworzy. Właśnie to powoduje, że z ciekawości chcę czytać dalej, ale nie czuję ku temu aż tak wielkiej potrzeby.

Rozdział pierwszy

Co mogłabym powiedzieć? Oczywiście, że opowiadanie wciąga, czyta się je przyjemnie, chcąc zapoznać się z kolejnymi częściami. Bohaterowie zyskują swoje charaktery, stopniowo poznajemy ich samych, ich życie codzienne i sytuacje, w jakich się znajdują. Rozdział jest wybitnie długi i wyczerpujący, a fakt, że punkt widzenia zmienia się, nie przeszkadza w żaden sposób. Jednak mam parę uwag. Odnoszę wrażenie, że opisywanie miejsc bywa po prostu pomijane i przechodzimy do akcji. Nowy dom Blumów został zobrazowany na tyle, aby odpowiednio go sobie wyobrazić, mimo że to nie była zbyt długa rozpiska. Odczucia bohaterów również przekazały sporo informacji i sprawiły, że to miejsce zyskało pewne szczególne cechy, stało się ważną częścią tego opowiadania. Jednak wszystko można wzbogacić, także tutaj, aby lepiej zobrazować te czasy. Brakowało mi czegoś z zewnątrz, jakichś odgłosów, dźwięków, słów lub płaczu innych osób, które również zostały zmuszone do przeprowadzki. Owszem ludzie przechodzili przez korytarz, słychać było polski i jidysz, ale co było w tych słowach takiego szczególnego? Może modlili się, może rozpaczali, ogarniał ich smutek lub śmiali się, wpadali w histerię? Może były jakieś odgłosy z ulicy? Troszeczkę tego mi zabrakło. Również wygląd Racheli nie miał w sobie nic szczególnego, wiemy, że jest niska, ma czarne włosy i niebieskie oczy. Za krótko i za mało, aby ją sobie wyobrazić. A co z mieszkaniem Fausta, wnętrzem budynku na Szucha, gabinetem, korytarzem? Oczywiście nikt nie wymaga rzetelnych i dokładnych informacji, ale chociażby tyle, aby to zapadło w pamięć. Do tego Janek. Jak on wygląda? Tutaj opisuje się jednego bohatera, tu drugiego, a biedny Janek, który siedzi sobie w tym domowym więzieniu, został tak pominięty. Po Prologu zaciekawił mnie najbardziej, sądziłam, że to on będzie taką dominującą postacią, dzięki której poznamy Fausta, ale się zaskoczyłam, do tego pozytywnie. Wtedy się jego wyglądu nie uczepiłam, bo co tu się czepiać, jak on ruszać się nie może i dziwne byłoby, gdyby nagle zaczął myśleć o swoim zmienionym wyglądzie, gdy priorytetem jest Niemiec przy łóżku. Jednak tutaj? Po prostu mi go zabrakło. W każdym razie o ile w poprzedniej notce mnie zainteresował, tak w tej przestał być taki. Moja uwaga skupiła się na Fauście. Jest on postacią, która ma własny charakter, wyróżnia się, jest specyficzny, intrygujący. Na początku nie zainteresował mnie w ogóle, taki sobie niemiecki agent, który zgrywa hm… cwaniaka? Tutaj poznajemy go bliżej, z zupełnie innej strony, z jego strony, a nie tego chłopaka. Przy nim człowiek się zastanawia, dlaczego zrobił coś takiego i dlaczego został zdrajcą. Do tego kolejna rzecz, która szalenie mi się tutaj podoba, czyli nawiązywanie do dramatu Goethego. Nie żebym była jego fanką, ale zrobienie czegoś takiego z jego utworem, to po prostu coś nazbyt pomysłowego.
Szkoda tylko, że tych gwiazdek nie można było zastąpić czymś innym, bo już cztery wyglądały dziwnie, a co się stanie, jak trzeba będzie więcej tłumaczyć?

Rozdział piąty

Po przeczytaniu tylu rozdziałów nie można narzekać na nudę. Bez względu na długość, to człowiek chce dalej czytać i nie patrzy na suwak, aby zobaczyć, ile jeszcze zostało. Fakty i wydarzenia są realne, ale najbardziej urokliwy w tym wszystkim jest sposób opisywania bohaterów. Każdy kolejny rozdział zawiera coś nowego i to, co zostało pominięte w jednym, jest uzupełniane w kolejnym. Świat przedstawiany z punktu widzenia tych postaci jest pełen realności, odwzorowuje wydarzenia z tamtego czasu, a zarazem oni sami do tego pasują, nie są sztuczni. Ich zachowanie można zrozumieć, ich sytuację, potrzeby i pragnienia. Poza tym historia jest przemyślana i można się z niej sporo dowiedzieć. Stosowanie odpowiednich nazw i ich tłumaczenie jest bardzo dobre, chociaż zabrakło mi wyjaśnienia do stopnia ojca Fausta, sama musiałam go szukać.
Jednak przejdę do tego rozdziału. Na początku zabrakło mi opisu tramwaju, bo dowiedziałam się tylko, że jest w nim stalowy drążek i ludzie. Jednak nie wiem, czy oni się tam tłoczyli, czy było trochę wolnego miejsca lub cokolwiek innego. Przyznam, że zostali tak przedstawieni, jakby ich zupełnie nie było. Paru tylko podniosło się, chcąc ustąpić miejsca żołnierzom, a reszta jakby nie istniała. Nie mówię o zwracaniu uwagi na każdego z osobna, ale tramwaj przejeżdża przez getto, więc człowiek chętnie dowiedziałby się, jak ludzie na to reagowali, czy jakoś inaczej. Rachela w końcu musiała na nich spoglądać, skoro tam była i chciała dostać się na wolność. Parę zdań na pewno wystarczyłoby. Jednak przedstawienie jej uczuć, reakcji na zimno, nerwów i pewnego rodzaju napięcia lub podniecenia z powodu próby wydostania się, naprawdę wciągnęły. Jeszcze ten nieznany nikomu starzec i jego pomoc zupełnie zaskoczyły i człowiek mógł poczuć się jak ona, przynajmniej w pewien nieznaczny sposób.
Następnie przenosimy się na stronę aryjską, prosto do Veita. Tutaj zabrakło mi opisu pokoju do przesłuchań. Nie było tam niczego, co mogłoby sprawić, aby w jakikolwiek sposób można byłoby go sobie wyobrazić. Mam rozumieć, że pomieszczenie jest puste i znajduje się tam tylko stolik i dwa krzesła? Nie wiem, w każdym razie nie widzę tego i nie czuję w tym miejscu nic przerażającego, wywołującego napięcie. To, co mi się tutaj spodobało, to przedstawienie Fausta. Stał się naprawdę interesującą postacią, którą chce się bliżej poznać. Współpracuje z polskim podziemiem, ale zarazem jest niemieckim żołnierzem. Z tego powodu ten rozdział stał się naprawdę niesamowity, bo można było poznać bliżej jego drugą stronę, tę, w której musi najbardziej udawać i grać jak aktor. Niemal zaskoczyłam się, widząc to, co on robi i jak robi. Ciężko było uwierzyć, że to nadal ta sama osoba, ten sam Faust. Zastosowane opisy i dialog spowodowały niezły dylemat, utrzymując w przekonaniu, że naprawdę dobrze sobie radzi.
Kolejne części wprowadzają niezłe zamieszanie. Przyznam, że trochę ze smutkiem pożegnałam tą inną wersję Veita, gdyż chętnie dowiedziałabym się, co się stało dalej. Jednak to nie w tej chwili jest najważniejsze. Właściwie po przeczytaniu dalszej części jakoś nie czułam nic specjalnego, a tym bardziej niebezpieczeństwa. Po prostu wydaje mi się, że takie nieporozumienie można wytłumaczyć w sensowny i niedoprowadzający do jakiegokolwiek zagrożenia sposób. Chyba że coś rzeczywiście pójdzie nie tak. Jednak nie widać w tym zakończenia, które przyniosłoby ze sobą większe napięcie.

Rozdział dziewiąty

Muszę przyznać, że ta notka jest taka inna, ma więcej opisów lub w tych opisach znajduje się więcej refleksji, różnych myśli, które nadają takiej różnorodności i wzbogacają treść. Szczególnie przedstawienie sytuacji wzbudziło moje zainteresowanie. Miło widzieć, że ktoś zwraca uwagę na coś takiego jak pogoda i przedstawia ją tak, że ciężko byłoby tego sobie nie wyobrazić. Niby normalne życie, ale jednak kryje się w nim coś i to coś ciągnie się przez cały rozdział. Jednak podczas czytania czegoś mi zabrakło, takiego zwrócenia uwagi na parę innych rzeczy, które pomogłyby lepiej zobrazować to wszystko. Weźmy chociażby pod uwagę scenę przy trupie. Wiemy, że panował półmrok, ale właściwie, co o tym świadczy? Jakie elementy otoczenia wskazują, że rzeczywiście ten półmrok był? Wytłumaczenie tego daje okazję, aby w paru zdaniach przedstawić tę całą ulicę Mokrą lub chociażby kamienicę. Kolejne pytanie dotyczy ludzi. Jacy ludzie? Sami przechodnie? Może ktoś przez okno spoglądał? Ten cały rozgardiasz trochę ciężko zrozumieć, bo za wyjątkiem paru słów o głosach, to nie ma nic. Może to dziwnie zabrzmi, ale opis zwłok, który został umieszczony na początku, spodobał mi się. Był dokładny na tyle, na ile było to potrzebne, a zarazem zwrócono uwagę na reakcję Fausta. W każdym razie w momencie, gdy Veit podszedł do ciała, to miał mu się przyjrzeć z uwagą. Sądzę, że w tej chwili powinien dostrzec więcej szczegółów w wyglądzie tej postaci, dokładniejsze rysy twarzy, może coś specyficznego i wywołującego większe obrzydzenie. Dialogi zwracają uwagę na istotne dla śledztwa rzeczy, czyli rany po strzałach, chociaż jest napisane tylko, że są i ile ich jest. Wrócę też do tej pory, bo jest coś, co nie daje mi spokoju. Na początku rozdziału wspomniano, że Aleja Szucha zalana była słonecznym blaskiem, a niżej mamy już półmrok. Tyle czasu zajęło dotarcie do miejsca zbrodni? Czy może Słońce już wtedy zachodziło i to było tego przyczyną?
Jednak zdecydowanie muszę pochwalić za opis przeżyć Barbary, który potwornie mi się spodobał. Ta dokładność i skrupulatność sprawiły, że czytelnik mógł zrozumieć jej uczucia i poczuć taki smutek ze względu na jej sytuację, szczególnie na samym końcu, gdy został wspomniany powielacz.

Podczas czytania tych wszystkich rozdziałów odnosiłam wrażenie, że te najważniejsze rzeczy są opisywane dokładnie, ciekawie i ze zwróceniem uwagi na każdy aspekt. Każdy kolejny rozdział uzupełniał opis i to było dobre. Jednak o ile te istotne sprawy przedstawiano w taki sposób, to te mniej ważne były bardziej ubogie lub pomijane, szczególnie przy opisach miejsc. O kilkumetrowej dokładności tutaj nie mówię, ale o takim wzbogaceniu otoczenia, aby za wyjątkiem poznania życia tamtejszych ludzi, dowiedzieć się również, jak coś wyglądało. Ten drugi czy trzeci plan wymagałby stworzenia lepszego tła do wydarzeń, a wiem, że to jest możliwe, szczególnie po tym, co zdążyłam tutaj przeczytać. Właściwie w przedstawieniu getta też zabrakło mi zmian. Widzę je w rodzinie Racheli, w ich sytuacji i jej samej, ale kiedy ona idzie ulicą, omija ludzi i budynki, to już ciężko dostrzec upływ czasu. Oczywiście na początku miałam też obiekcje dotyczące wyglądu postaci, ale później to wszystko minęło, gdy zaczęłam zagłębiać się w to, jak są przedstawiani. Nie było czegoś takiego jak czarne włosy i brązowe oczy, ale odnajdywało się w tym coś szczególnego, charakterystycznego i co utrwaliło się w pamięci. Bohaterowie w tym opowiadaniu prawdziwie żyją, są różni, mają swoje charaktery i nie są sztuczni. Świat ukazywany z ich punktu widzenia potrafi oczarować i sprawić, że człowiek z każdą chwilą chce więcej. Widać, że Autorka się w tym odnajduje, wie, co pisze i potrafi to przekazać w taki sposób, aby zaciekawić czytelnika. Do tego nie zapominajmy o tym, że mimo sytuacji, która panowała w tych czasach, człowiek może znaleźć momenty, w których się uśmiechnie lub nieźle zaskoczy. W każdym razie nie zapomnę mojej reakcji, gdy ojciec Fausta zaczął zagłębiać się w życie intymne swojego syna.

25,5/30

4.    Poprawność

Prolog

„W gardle drapało go, jakby połknął szczotkę.
„- Chwała Bogu. - Doktor uśmiechnęła się z wyraźną ulgą.
„- Nie strasz go! – Skarciła (z małej litery) go Ewa.”
„Czemu wciąż to powtarzasz, (bez przecinka) jak jakaś cholerna katarynka?!”
„Janek słyszał, jak zbiegał po schodach.”

Rozdział pierwszy

„(…) na teren„specjalnie (teren „specjalnie) wyznaczony”
„Jej ojciec był germanistą, wykładał na Uniwersytecie, ale wyrzucono go z pracy, matka zaś nie skalała się nigdy żadną pracą.” – powtórzenie.
„Każde z nich mogło zabrać jedynie jedną walizkę najpotrzebniejszych rzeczy. Tym oto sposobem Rachela znalazła się w tym mieszkaniu z walizką – Powtórzenie.
„Rachela miała powyżej uszu jej szlochów.”
„Jak słusznie podejrzewała, to ona będzie tą, na którą spadnie obowiązek znalezienia pracy, ojciec będzie próbował zająć się czymś, co choć trochę będzie przypominać pracę naukową, a matka być może wcale o szukaniu pracy nie pomyśli.” – Powtórzenia.
„Nikt jej nie zmusi do tego, by wegetować jako Untermensch” – Nie mówię, że to błąd, ale wypadałoby dać jakieś tłumaczenie, mały słownik lub coś, bo nie wszyscy czytelnicy wiedzą, o co chodzi i nie wszystkim chce się szukać.
„(…) w kierunku pokoju bez drzwi. Rzuciła walizkę na siennik, po czym przesunęła oparte o ścianę drzwi tak” – Powtórzenie.
„Choćby nie wiadomo, jak często używał grzebienia oraz brylantyny, one zawsze wracały do swego pierwotnego stanu.”
„Zerknął w kierunku papierośnicy, ale Boelke niczego munie (mu nie) zaproponował.”
„Naprawdę, (bez przecinka) zaczynało być z nim źle.”
„Widział raz czy dwa te same twarze, czytał o nich, wzeszłym (w zeszłym) miesiącu (…)”
„Otworzył ją szybko, ciekaw, co też poprzedni autor uznał za ciekawe zapamiętania.” – Zamiast ciekawe można było napisać godne.
„siłuję się z fałszywą ścianką, tylko po to, by na nowo odkrywać ten pełen dąsów i żądań tajemniczy ogród****!”
„Cytat zmyślony,ale (zmyślony, ale) brzmi wiarygodnie, prawda?”

Rozdział piąty

„jej głowa odskoczyła dotyłu (do tyłu), a stołek, na którym siedziała, zachybotał się niebezpiecznie.”
„Gruby żołnierz natychmiast się wyprostował i zasalutował, wyciągając prawicę przez (przed) siebie. Chociaż Mentzke wyglądał jak komiczna, świeżo wyszorowana, różowa świnia, Boelke nie pozwolił, by zmarszczka gniewu zniknęła z jego czoła.”
„– T-tak jest! –  Mentzke zająknął się nieco.”
„Miał wrażenie, że wtedy wszyscy wiedzą o jego pochodzeniu, dziwią się słabości, z jaką mówi”
„Czuł, że drżą mu dłonie, więc schował je pod biurko. Zacisnął dłonie na kolanach.” – Powtórzenie.
„Chcemy wiedzieć, kim jest Kmicic.”
„Drzwi otworzyła mu matka. Wydawało mu się, że dostrzega jej lekki uśmiech.” – Mu? Wydawało się komu? Z tego wychodzi, że Niemcowi.

Rozdział dziewiąty


„Ludzie chodzili chodnikiem tylko pojednej (po jednej) stronie”
„Veit chciał wziąć trzymany przed (przez) podkomendnego przedmiot do rąk”
„Przełamując wszystkie swoje opory, podszedł to (do) cuchnącego krwią”
Obierany (Obie rany) są blisko siebie
„Wichowski donosił o częstych spotkaniach młodych w „Marlenie“, o ich młodzieńczych przechwałkach”
„Nie chce, bym się wystawiała naniebezpieczeństwo (na niebezpieczeństwo)
„Otulała się nim w najzimniejsze, samotne noce, rozgrzewałanim (rozgrzewała nim) policzki”

Takie rozdziały to ja lubię, chociaż przyznam, że powtarzanie słowa czas w jednym fragmencie było dosyć irytujące. Rozumiem, że to miało swój cel, ale może dałoby się jednak zrobić coś innego, co?
W każdym razie błędów nie ma dużo, głównie to sprawki onetu i zdarzają się też powtórzenia, ale nikt nie jest idealny.

13/15

5.    Ramki

Szablon jednokolumnowy i w tej jednej kolumnie mamy dosyć oryginalne menu, miejsce na posty, szeroką listę i statystykę. Zacznę od menu, które na początku dosyć mnie zaskoczyło, oczywiście pozytywnie. Chociaż przyznaję, że można łatwo się pogubić, to dla chcącego nic trudnego. Tylko wydaje mi się, że nie zawsze każdemu się chce i przychodzi tutaj jedynie ze spamem. Jeśli nikt nie umieszcza reklam pod postami i bawi się w poszukiwanie, to w porządku, ale krótka adnotacja przydałaby się chociaż do tego elementu. W każdym razie ten tekst razem ze zdaniem z nagłówka są słowami Johanna Wolfganga von Goethego.
Jam częścią – czyli krótki opis autorki. Zabrakło mi czegoś o nicku. Nie mówię, że to konieczne, ale mnie osobiście zainteresował. Sądziłam, że to angielskie słówko, ale w translatorze wyskoczyło mi, żeby poszukać odpowiedzi w języku szwedzkim i stąd pojawił się Anonimowy. Przypadek czy nie? W każdym razie po opisie powinno spodziewać się dosyć ciekawego opowiadania, które przekaże sporo historycznych wiadomości.
Tej siły – czyli słowem wstępu i sądzę, że taka informacja jest dobrym pomysłem. Nikt nie jest wszechwiedzący, a skoro my nie żyliśmy w danych czasach, to oczywiste, że nie jesteśmy w stanie idealnie ich odwzorować.
Która wiecznie – jestem chyba zmuszona, by za każdym razem pisać, o co chodzi. Tutaj zawarte są informacje o opowiadaniu. Widzę nawet nawiązanie do Fausta Goethego.
Zła pragnąc – fragment opowiadania, który ma przedstawić bohaterów? Podoba mi się, bo nie są to suche informacje, a coś, co zmusza czytelników do ruszenia szarych komórek. Chociaż wiadomo, że blog to nie książka i ludzie czytają go z przerwami, czasami nawet dużymi. Dlatego zakładka bohaterowie jest dużym ułatwieniem dla czytelników, a czasami nawet dla autora. Jeśli zostało to tak przedstawione, to od autorki wymaga się takiego przedstawienia postaci, aby łatwo je było zapamiętać i rozróżniać. Jednak wypisanie chociażby imion i nazwisk, zawodu lub czegoś tam innego ułatwiłoby rozróżnianie poszczególnych postaci.
Wiecznie czyni – czyli linki i do tego nie mam uwag.
Dobro – już pisałam, że ukrycie spamu pod tą nazwą dosyć mnie zaskoczyło. Sarkazm czy może rzeczywiście reklama ma w sobie coś dobrego? Może przypadek, co?
Teraz mam uwagę, a Autorka pewnie wie, czego będzie dotyczyć. Każda zakładka zaczynała się cytatem z Fausta Johanna Wolfganga von Goethego. Dlaczego nigdzie nie jest napisany autor? Omijam belkę. Cały blog ma słowa tego autora, więc taka wzmianka przydałaby się i nie wymagałaby ona chyba dużego wysiłku. Nie ukrywam, że ten pomysł mi się podoba i wskazuje na powiązanie z danym dramatem, ale sądzę, że sama kursywa nie starczy. Nie trzeba od razu przy każdym cytacie podać twórcy, skoro może mieć to jakiś cel, ale jedna informacja, w jednym miejscu starczy. Autorka obrazka został podana, więc do tego nie mam uwag.

9/10

6.    Bohaterowie

Zdecydowanie największą perełką tego opowiadania jest Faust, niemiecki podporucznik współpracujący z polskim podziemiem. Zwykle główni bohaterowie są nudni, cała uwaga skupia się na nich tak bardzo, że ma się ich po prostu dość, a zarazem, co jest chyba najważniejsze, często powielają schematy, nie ma w nich żadnej odskoczni, tajemnicy, czegoś, co przyciągnęłoby uwagę. W tym przypadku jest inaczej. Człowiek zdaje sobie sprawę, że on jest dobry, chce pomóc, ale zarazem widzi w nim jakąś walkę, albo raczej nękające go rozterki i lęk. On żyje w takim ciągłym stresie, strachu przed demaskacją, ale w tym wszystkim stara się odnaleźć i dalej wykonywać swoją pracę, grać na scenie niczym aktor i udawać przed ludźmi, a to mu wychodzi bardzo dobrze. Mimo wszystko brakuje mi uwypuklenia jego rozterek i zwrócenia na nie większej uwagi. Owszem to występuje, dosyć często i w różnych sytuacjach, ale poniekąd jest zagłuszane przez idącą naprzód akcję. Te wszystkie wtrącenia w postaci pochyłych zdań i idące za Faustem słowo zdrajca są dobrym sposobem na zwrócenie uwagi na jego stan, ale czasami po prostu miałam wrażenie, że dałoby się to lepiej przedstawić, dokładniej i jednoznacznie powiedzieć, że ta świadomość tego człowieka nie opuszcza tak łatwo. Zwrócenie uwagi na to, jak on mówi po polsku wydało mi się bardziej dobitne i jasne niż ten jego lęk. W każdym razie w jego historię człowiek chce się zagłębiać, poznawać tajniki jego życia i przeszłości. On jest taką chodzącą zagadką i za każdym razem, gdy się pojawia, to na usta wstępuje słowo: Dlaczego? Możemy go znać, wiedzieć, jaki jest, ale w głowie wciąż siedzi ta jedna rzecz. Dlaczego on zdradził? Jak do tego doszło? Jak to wyglądało? Jak skontaktował się z podziemiem? Każdy rozdział z nim na czele niesie ze sobą nadzieję na to, że w końcu pojawi się odpowiedź. Jeśli będziemy się kierować zakładką o bohaterach, to coś mi się zdaje, że jakiś w tym udział będzie miała Rachela. Minęło dziewięć rozdziałów i ciekawość nadal nie jest zaspokojona, więc coś tu nie gra. Jednak jeśli mowa już o Racheli, to należałoby zwrócić na nią uwagę. Jest to kobieta silna, bo musi być silna, bo wszystko dźwiga na swoich barkach i ta siła jest jej potrzebna, aby przeżyć w getcie. Tutaj widać, że ona stara się jakoś żyć, odnaleźć w tym miejscu, popadając w nałóg, ale zarazem przeżywając swoje słabości. Jej pragnienie ucieczki, więź z rodziną i przyjaciółmi sprawia, że nie wiadomo, co stanie się później, co ona zrobi i jaką podejmie decyzję. Do tego dochodzi jeszcze Faust i ich pierwsze spotkanie. Co takiego ich łączy? Co będzie ich łączyć?
Jednak kolejną zaletą tego opowiadania jest przedstawianie różnych wydarzeń z punktu widzenia innych postaci. Tak poznajemy Barbarę, Czarnego, Kubę, Janka, Ewę i ich problemy, życie oraz związek z Faustem. To w pewien sposób przybliża ten świat, żyjących w nim ludzi i całą sytuację. Postacie są różne i tę różnorodność można łatwo dostrzec, co bardzo się ceni.

4,5/5

7.    Komentarze
Znalazłam aż jeden SPAM i to pod Prologiem. Pewnie to tylko jakieś małe przeoczenie. W każdym razie komentarze są, a zarazem jakieś krótkie rozmowy. Spamownik też jest i tam lądują wszelkie reklamy, więc nie mam po co bardziej rozwodzić się nad tym tematem.

5/5

8.    Punkty dodatkowe

+ za Fausta;
+ za oryginalność, pomysłowość i ciekawe wykorzystanie dramatu Goethego;
+ za stworzenie tak fascynującej opowieści, którą chce się czytać.
Plus trzy.

Nie ma to jak przed drugą w nocy punkty liczyć. Mam nadzieję, że się nie pomylę.

Łącznie punktów mamy 83.
Ocena: bardzo dobry (5)
Gratuluję i życzę powodzenia w dalszym pisaniu!

Najmocniej przepraszam za zwłokę. Ciężko było mi ubrać w słowa to wszystko, szczególnie przy końcu, a poza tym… przydałby mi się porządny kopniak.
Dafne, niechcący zakryłam komentarz do Ciebie. Pewnie i tak byś go przeczytała, ale jednak wolałam o tym wspomnieć.

niedziela, 29 lipca 2012

[540] http://mysli-wampirzycy.blog.onet.pl


Autorka: Nieśmiertelna
Oceniająca: Nova

1.    Pierwsze wrażenie

Korzystając z chwili natchnienia postanowiłam zabrać się za ocenianie i w moje łapki trafił ten oto blog. Patrzę na adres i moje pierwsze skojarzenie jest aż nazbyt oczywiste. Zmierzch, Pamiętniki wampirów? Stronię od tego i omijam na kilometr, ale żywię głęboką nadzieję, że to twórczość własna, więc pod tym kątem zajmę się adresem. Jest on tak prosty w zrozumieniu, że blog już na wstępie otwiera się przede mną otworem i mówi mi, czego mogę oczekiwać. Zapewne doświadczę tutaj dawki fantasy, ale nie tylko, bo jeszcze z refleksyjną, psychologiczną nutką. Nie powiem, że to tematyka, do której ostatnio się przymierzam, więc na razie jestem dobrej myśli. Chociaż adres sam w sobie nie zapiera dech w piesiach, nic nie ukrywa, nie tworzy jakiejś tajemniczej otoczki. Do tego nie zapominajmy, że tematyka wampirów jest nadzwyczaj popularna na blogosferze, więc stworzenie czegoś oryginalnego i jeszcze pochłaniającego jest bardzo trudne. W każdym razie jedyne, co w tej chwili siedzi mi w głowie, to pytanie: o czym może myśleć wampirzyca? O krwiożerczych pragnieniach, które podpowiada instynkt? O wewnętrznych rozterkach ze swoim człowieczeństwem? Czy może o swoim życiu, które dla niej jest czymś normalnym? Zobaczymy. Mam tylko cichą nadzieję, że nie będzie tutaj ciągłego użalania się nad swoim losem.
W belce mamy cytat, a mówi mi to cudzysłów, co było już naprawdę inteligentnym stwierdzeniem z mojej strony. Niestety nie wiem, czyje to są słowa i jestem zmuszona sama poszukać. Aby ruszyć naprzód, trzeba zapomnieć o przeszłości – to zdanie pochodzi z Forrest Gump, przynajmniej tak twierdzi Google, a ja mu uwierzę. Na belce nie ma podanego autora, ale może w jakiejś ramce lub zakładce dana informacja się znajdzie... Nie ma, a należałoby uszanować prawa autorskie. Słowa naprawdę są piękne, ale jak wiadomo tylko na papierze, bo w życiu czasami ciężko dostrzec ich realizację. Jednak pierwsze, co nasunęło mi się na myśl po przeczytaniu tego zdania, to wizja tej historii połączona z adresem. Odnoszę wrażenie, że przyjdzie mi się tutaj spotkać z przeżyciami kobiety, która została wampirzycą wbrew swojej woli i teraz stara się z tym pogodzić. Nasuwa mi się oczywiście też druga myśl, że owa kobieta po prostu w swojej krwiożerczej przeszłości dopuściła się czegoś, co mogło wywołać wyrzuty sumienia i jeszcze ją to męczy lub właśnie rusza naprzód, pokazując, że jednak można żyć normalnie, a nie tylko wciąż wypominać. Druga wersja bardziej mnie zainteresowała, gdyż z tą pierwszą już parę razy miałam do czynienia i nigdy jeszcze mnie nie zaciekawiła. Może kiedyś to się zmieni, przecież nigdy nic nie wiadomo.
Kategoria Pamiętniki i dzienniki? No nie wiem, jak dla mnie jest to opowiadanie i nie widzę, aby miało strukturę charakterystyczną dla wybranej kategorii. Autorce może chodziło o to, aby w ten sposób pokazać potok myśli jej bohaterki, ale zwróćmy uwagę na fakt, że opowiadanie to wymyślona historia, a pamiętnik odnosi się bardziej do osobistego życia piszącego. Dlatego to mi nie pasuje.
Teraz przyszedł czas na szablon i… przyznam, że wybitnie nie zachęca mnie do zatrzymania się na tym blogu. Do tematyki pasuje, przynajmniej nagłówek, reszta nie ma zbytnio nic do gadania. Połączenie czarnego z białym, do tego jeszcze pogrubiona czcionka? Moje oczy już protestują i mówią, że tekst będzie się zlewał i męczył, a tego przecież chcemy uniknąć. Są jeszcze niebieskie linki i przyznam szczerze, że już taką barwę wolałabym widzieć (tylko ciut jaśniejszą), bo wtedy byłaby dopasowana do nagłówka. Jednak przynajmniej nie ma bałaganu. Mimo to temat grafiki rozwinę w następnym punkcie.
Powiedziałabym, że moje pierwsze wrażenie nie wyszło jako tako zbyt pozytywnie. Do tego już na wstępie widzę błędny zapis dialogów. Im dalej zagłębiałam się w poszczególne części bloga, tym bardziej utrwalała mi się świadomość, że raczej nie znajdę tutaj nic zapierającego dech w piersiach. Każdy element zdawał się mówić dokładnie o tym, co mnie tutaj czeka i nie chciał zbytnio nic ukrywać. Wciąż powtarzałam sobie: Może tekst mnie zaskoczy, może coś ciekawego tam będzie. Czy tak miało być? Wątpię. Powinnam raczej mówić, że na pewno znajdę tutaj oryginalną historię, na której się nie zawiodę i z radością będę ją czytać. Tymczasem tak nie jest.

3/10

2.    Grafika

Wiadomo, że wygląd bloga najważniejszy nie jest, ale to wcale nie znaczy, że można go ignorować i twierdzić, że przecież pisze się opowiadanie i należy tylko skupiać się na tekście. Jednak ktoś ten tekst czyta i chciałby go tak czytać, aby oczy nie marudziły i ogólna atmosfera (wytworzona chociażby przez otaczającą grafikę) wprawiała w dobry humor, a zarazem zachęcała do powrotu. Ludzie są rożni, a potencjalny czytelnik wchodzi najpierw na tego bloga, który jest czytelny, przejrzysty, nie będzie go wzrokowo męczył i posiada jakieś ładne graficzne dodatki (tak dla uzupełnienia). Czerń i biel są kolorami tak pospolitymi w świecie blogosfery, że nie tworzą żadnego nastroju, a wręcz nudzą. Naprawdę nie ma innych barw? Chociażby taki granatowy, brązowy lub kaszmirowy? Radziłabym przede wszystkim unikać kontrastujących ze sobą odcieni, a tym bardziej czerni połączonej z bielą. Wtedy od razu inaczej wszystko wygląda i do tego lepiej, a na dobre zmiany nikt marudzić nie będzie.
Kolejna sprawa to czcionka. W ramkach powinna być mniejsza niż sam tekst w rozdziałach lub być tej samej wielkości, bo to nie ona ma górować, a stanowi jedynie uzupełnienie całości. Co do samych notek, to nie wiem, po co zostało zastosowane w nich pogrubienie i do tego jeszcze kursywa. Zwykle używa się ich (osobno), aby wyróżnić coś w tekście. W przypadku przedstawionym na tym blogu zaczynam się martwić, czy czasem coś takiego nie spowoduje problemów z czytaniem.
Nagłówek natomiast zaliczyłabym do kategorii: może być. Dlaczego? Ponieważ on jeszcze w miarę w tej ciemności się komponuje i zaczynając przeglądać bloga byłam przekonana, że dalsza jego część uratuje trochę ten obrazek. Jednak w miarę jak przesuwałam suwakiem, to miałam coraz to gorsze wrażenie. Biel kompletnie do niego nie pasuje. Zdjęcie jest kiepskiej jakości i widać na nim piksele. Do tego zdaje mi się, że został on przez kogoś wykonany, bo widnieje tam podpis, ale odczytanie go graniczy z cudem. Jestem głęboko przekonana, że zamiast skopiować link do obrazka i wkleić go w odpowiednim miejscu, to nagłówek został zapisany na komputerze i wczytany na bloga, a to go, rzecz jasna, zepsuło. Efekt mamy taki, jak widać. Tekst na dole jest ledwo widoczny, z prawdziwym trudem przyszło mi go odczytać i do tego brak w nim polskich znaków. Znam podobną do tej czcionkę, która polskie zawijasy akceptuje. W każdym razie napis głosi (dodam z polskimi znakami): Nauczyliśmy się panować nad żywiołami, oswoiliśmy naturę. A może to ona oswoiła nas? Ten cytat mi się podoba, wiele nie zdradza i sam w sobie brzmi nad wyraz ciekawie. Szkoda tylko, że brak jakichkolwiek informacji o autorze. Skąd mam wiedzieć, do kogo te słowa należą? Może istnieć wiele sentencji tej osoby, w które chętnie zagłębiłabym się, ale niestety nic o niej nie wiem. Podobnie z cytatem na belce. Powinno to być gdzieś na blogu napisane. Jeśli twórcy danych słów się nie zna, to należałoby też o tym napisać. Inaczej można byłoby stwierdzić, że to autorka bloga je wymyśliła, a tak w rzeczywistości może nie być. Wracając do sedna sprawy, zwróciłam już uwagę, że cytat niewiele mi mówi. Nie jestem w stanie jednoznacznie powiedzieć, co łączy wampirzycę z przedstawioną w cytacie sytuacją. W każdym razie ten element intryguje i stanowi coś, co warto byłoby rozwinąć. Jednak jest tylko małą i ledwo widoczna iskierką w wielkim ognisku. Może lepiej prezentowałby się na belce?
Gdyby kolor, rozmiar i styl czcionek był bardziej dopasowany i zdjęcie wyraźniejsze, to blog prezentowałby się znacznie lepiej, ale sądzę, że warto byłoby jednak trochę nad nim popracować, aby był bardziej zachęcający. Co prawda nie wiem, jaki ma sens podanie strony z szabloniarniami, skoro blogi na Onecie od września będą gdzieś indziej, ale w każdym razie może się to jeszcze przydać. Podam dwie strony, na których są linki do blogów zajmujących się grafiką: klik, klik.

5/15

3.    Treść

Tutaj zamieszczę swoją kolejną uwagę. Niektórych notek nie widać, po prostu zlały się z tłem, co zmusza mnie do przeniesienia ich do Worda. Gdyby nie możliwość zaznaczania tekstu, to czytanie byłoby niemożliwe. Należałoby niezwłocznie coś z tym zrobić.

Prolog

Rola Prologu jest jasna i prosta. Ma on zachęcić do czytania, nic nie wyjaśniając i przekazując zazwyczaj minimum fabuły. Tutaj nie spełnił on swej roli. Nie powiem, że jest mi obojętne to, czy będę czytać dalej, bo w rzeczywistości nie byłaby to prawda. Zaczynanie opowiadania od samobójstwa mówi czytelnikowi, czego może oczekiwać w dalszych częściach. Pierwsza osoba oznacza, że mam do czynienia z główną bohaterką i na niej będzie się ta historia skupiać, więc zapewne cofniemy się w czasie, aby dowiedzieć się, co ją skłoniło do takiego czynu. Jednak to mają być myśli wampirzycy, więc bardziej prawdopodobne jest to, że ona umrze, stanie się wampirzycą i zacznie szukać tego, kto ją zrzucił z tego klifu, a czytelnikom w tym czasie przyjdzie odkrywać, dlaczego chciała się zabić. Tajemnicą już nie jest to, że ona znajdzie tę osobę. Pozostaje tylko jedno pytanie: co z nią zrobi? Ewentualnie można się też zastanawiać, jak doszło do przemiany, skoro spadła do morza. Wiedząc aż tyle nie zagłębiałabym się w dalszą część, chyba że styl pisania oczarowałby mnie. Tak też nie jest. Akcja przebiega za szybko, myśli bohaterki nie są dogłębne, nie mogę się w nich zatopić i wczuć się w jej uczucia, a samo otoczenie również nie jest zbytnio bogate. Brakuje mi barwnych opisów, większego skupienia się na nich i przedstawienia świata. Jeden przymiotnik nie tworzy nastroju, szczególnie jeśli odnosi się tylko do jednego większego elementu otoczenia. Ciemna noc i mroczny las to stanowczo za mało. Do tego zbiorowiska drzew zostało dodanych trochę myśli bohaterki, ale tylko trochę. Przecież można było skupić się na tym bardziej, napisać, jak przyroda działa na dziewczynę, co takiego czuje, dlaczego wcześniej nie bała się tego mroku, a teraz jest inaczej i tak dalej. Do tego jest noc, więc chyba jakieś zwierzęta nie śpią. Nie słychać żadnej sowy lub czegoś innego? Teraz rodzice. Skąd oni się tu wzięli? Nie ma żadnego połączenia w związku z dawnymi myślami. Zobaczyła tylko ich oczy? A jakąś sylwetkę, posturę, chociażby nawet niewyraźną? Jak oni się przed nią objawili? Jako poruszające się w powietrzu głowy, przytuleni do siebie ludzie lub stojący obok, siedzący, pochylający się nad nią? Co w związku z tym, że miała więcej wątpliwości? Jaki dylemat ją męczył? Jak ją męczył? Do oczu napływały jej łzy, cofnęła się o krok, serce zaczęło bić mocniej? Jeśli już się opisuje uczucia, to trzeba zwrócić uwagę na wszystko. Jak wpływa otoczenie, ludzie, podjęta decyzja, czyjś wygląd, sposób myślenia i tym podobne. Tego nie należy kończyć w jednym krótkim zdaniu, w którym w niewielkim stopniu umieści się tylko jeden lub dwa elementy. Przyznaję, że zdarzają się przypadki, w których parę słów przekazuje wszystko, co trzeba, ale tutaj tego nie widzę, więc radziłabym skupić się na opisach. Idąc dalej. Nagle ktoś się pojawia, a ja to przyjmuję jako zwyczajną informację, nie jestem tak zaskoczona jak bohaterka, a w jakimś stopniu powinnam – taki efekt wytworzyłyby opisy. Wydarzenia są przedstawiane w tempie natychmiastowym, ciężko się na nich skupić. Co ma chęć powrotu do słuchania dźwięków morza? Dlaczego bohaterka chce wrócić do rodziców? Jak wielki był jej strach? Jak mocno na nią wpłynął, że zrezygnowała ze swojego zamiaru? Mam też wątpliwości, czy uderzenie głową o skaliste dno nie oznacza śmierci natychmiastowej.
Kolejna sprawa. Mylone są czasy. Raz jest teraźniejszy, potem przeszły i co? Kompletnie niepotrzebny błąd.
Bohaterka również nie brzmi do końca jak samobójczyni. Jest pełna nienawiści, przez chwilę użala się nad sobą, potem zaczyna się bać. Zapewne znaleźli już list pożegnalny, więc nie będę robić z siebie idiotki i mówić, że żartowałam – po tych słowach nie wiedziałam, co już myśleć. Ma wątpliwości, ale skoczy, by nie robić z siebie idiotki? Trochę naciągane. W tym krótkim czasie na pewno jej uczucia się zmieniały, ale ja tego nie widzę. Wszystko dzieje się za szybko, a opisy są za krótkie, aby rzeczywiście odwzorować jej stan umysłu i nadać wiarygodności do tekstu.
W każdym razie pomysł z umieszczeniem łacińskich sentencji mi się podoba. Stanowi to jakąś odskocznię i na pewno wzbogaca tekst.

Rozdział pierwszy

Moja pierwsza uwaga do tego rozdziału dotyczy wyglądu dziewczyny. Czemu nic o nim nie jest napisane? Po takim upadku z klifu powinna być ranna, mieć jakieś złamania i pewnie jeszcze inne deformacje lub przynajmniej złamany kark. Bohaterka normalnie chodzi i na nic nie narzeka. To nie jest dziwne? Zupełnie tak, jakby nic się jej nie stało i nie zaszły żadne zmiany. Fakt, że żyje jest dla mnie oczywisty. Zdążyłam się domyślić, że jest wampirzycą i pewnie to mogło na nią jakoś wpłynąć. Jednak w tej chwili czytelnik wie, że ona spadła z klifu, więc pewnie ją wyłowili. Wobec tego powinna inaczej wyglądać i lekarz, który odkrył jej ciało, powinien o tym wiedzieć. Ten element nie jest w żaden sposób wytłumaczony i to jest dziwne, wręcz niezrozumiałe. Dzięki swojej wampirze mocy mogła się wyleczyć, ale to uzdrowienie powinno być natychmiast zauważone przez osoby, które wtedy oglądały jej ciało.
Teraz kolejna sprawa. Oni wyszli i nie zamknęli jej ponownie w tej „szufladzie”? Skoro wie, że pomieszczenie jest pomalowane na biało, to raczej jest na zewnątrz. Poza tym samo napisanie barwy i informacji o tych metalowych szufladach nie wystarczy, aby zobrazować otoczenie. Tak samo podanie przedmiotów, które się tam znajdują. Jeśli już jesteśmy przy tych myślach, to można byłoby napisać, jak wygląd pomieszczenia wpływa na dziewczynę, jak się czuje, dlaczego się boi, co ją najbardziej przeraża, czy otoczenie ją przytłacza i tak dalej. Do tego wypadałoby też rozwinąć wątek z jej rodzicami. Nie pamięta ich, zapewne swojej przeszłości również, więc nie czuje się w związku z tym jakoś szczególnie. Jej wrażenia, że coś wydaje się znajome, nie stanowią nawet wstępu do tych przemyśleń, bo to po prostu stwierdzenie faktu. Wspomnienie o zapachu też jest ubogie. Kojarzył jej się z czymś miłym, czyli czym? Można to było bardziej rozwinąć. Cały rozdział jest naszpikowany podobnymi zdaniami, które aż proszą się o to, aby je rozbudować. Sytuacja z zobaczeniem ręki trupa też została pominięta. Zakryła usta dłonią, ale po co? Chciała się śmiać czy może wymiotować? Czytelnik ma się tego domyślić? Nie, to musi być napisane.
Potem akcja znowu biegnie naprzód. Ona zaczyna uciekać, ale pomieszczenie, w którym biegnie też zostało pominięte. Nie mówię o jakimś większym skupieniu się na szczegółach, ale podczas ucieczki też coś się widzi, chociażby migające przed oczami postacie, tablice, okna, firanki i tak dalej. Biegnąc o niczym nie myśli? Dlaczego chce uciekać? Co ją tak przeraża? Jak się czuje?
Brak mi tu wielu rzeczy, a rozdział mógłby być naprawdę ciekawy. Przecież mamy tutaj do czynienia z prosektorium, z miejscem, które może wywoływać strach, jest nieznane, wiadomo tylko, że są tam trupy, więc w jego przedstawieniu ma się pełne pole do popisu. W każdym razie w opowiadaniach rzadko ma się z nim do czynienia, dlatego sam pomysł z umieszczeniem go jest dobry, ale przydałoby się bardziej na nim skupić.

Rozdział piąty

Po lekturze poprzednich wpisów stwierdzam, że wiem niewiele, a mam nawet więcej pytań niż sama Caroline. Świat został tak wykreowany, że go wręcz nie widzę, albo raczej bardzo kiepsko go widzę. Zacznę może od samego otoczenia. Co to znaczy ładny domek? Dla każdego pojęcie ładny może mieć różnorakie znaczenie. Może to być chata na skraju lasu, willa z basenem lub zwykła zlepka desek. Zresztą nawet przedstawione przeze mnie przykłady nie są zbyt dokładne, bo nie mówią, jak dany budynek wygląda. Nie wiadomo, z czego jest zbudowany, czy jest obrosły mchem, oblepiony ptasimi odchodami, nienagannie czysty lub jaką ma konstrukcję. Podanie koloru jest w tej chwili trochę zbędnym elementem, który ma jedynie dopełnić opis. Nie uwierzę, że na całym osiedlu były białe domki – musi być przecież jakiś indywidualizm. Do tego nie wszyscy wystawiają na światło dzienne swoje samochody, nie każdy ma zadbany ogródek i wystrzyżony trawnik na tym samym osiedlu. To jest nierealne i tworzy idealne społeczeństwo, które nie istnieje. Jeśli już zależałoby nam na przedstawieniu zamożności ludzi, to wypadałoby zwrócić uwagę na ilość, różnorodność i bogactwo będących tam przedmiotów, roślin i tym podobne, ale nie uogólniać tego do jednego słowa, na przykład: rośliny. Najlepiej byłoby to wskazać poprzez uczucia dziewczyny, skoro wszystko ma się skupiać na jej myślach. Można byłoby napisać, jak na nią to działa, bo przy takim opisie, jaki wystąpił w tych rozdziałach, to czytelnik nie wie, czy Caroline jest tym wszystkim zachwycona, czy ją to przytłacza, a może przeraża. Też pojawia się kolejne pytanie, czyli: gdzie są ludzie? Nie ma tam żadnego chłopaka, który jechałby na rowerze? Nikt się nie kąpie w basenie (o ile taki jest)? Nikt nie kosi trawy albo nie pielęgnuje roślinek? Nie ma tam żadnych rozgadanych sąsiadek lub starszej pani, która mogłaby coś podlewać? Może gdzieś, chociażby pod drzewem, kryje się zapatrzony w bezchmurne niebo marzyciel? Tak samo opis postaci. To, czy ktoś ma kręcone i brązowe włosy nie do końca odwzorowuje danego bohatera. Co jest nadzwyczajnego w tych włosach, że odróżniają go/ją od innych ludzi? W tym rozdziale pisanie o allelach dominujących i recesywny raczej było niepotrzebne, a nawet dziwnie wyglądało. Dlaczego wykład o dziedziczności cech pojawia się w opowiadaniu o wampirzycy? To samo w sobie nie pasuje. Gdyby ta historia rzeczywiście miała duże powiązanie z biologią, genetyką lub naukową wiedzą i w każdym rozdziale coś takiego się pojawiało, to wszystko pasowałoby do siebie, a tak taka informacja wyskoczyła jak przysłowiowy Filip z konopi. Podobnie dzieje się, gdy czytelnik dowiaduje się od bohaterki o tym, że ludzie i wampiry żyją w zgodzie. Dlaczego? Jak to wpłynęło na społeczeństwo? Napisane jest, że istnieją specjalne miejsca dla wampirów, gdzie piją one krew i wspomniano też coś o prawie, ale należałoby też zwrócić uwagę na życie codzienne. W żadnym rozdziale nie było wzmianki o wampirach, ludzie żyli normalnie, czyli tak, jakby ich i tej całej zgody w ogóle nie było. Stopniowe przekazywanie informacji sprawiłoby, że to wszystko stałoby się bardziej wiarygodne. Kolejną sprawą jest nowy bohater – Conrad, czyli chłopak, który ma manię na to, by go gryźć. Rozumiem, że to jego uwielbienie pojawiło się po tym, jak Caroline wypiła jakąś ilość jego krwi, ale przez to stał się naprawdę dziwnym osobnikiem. On ma dwadzieścia jeden lat, a ja różnicy między nim a dziewczyną nie widzę. Dla mnie to właśnie bohaterka jest starsza od niego lub są w tym samym wieku. On po prostu wydaje się osobą, która nadal jest w tym buntowniczym wieku, a właśnie z niego powinien wychodzić. Ostatnio moją uwagą jest to, że wszystko bohaterce jest ułatwiane. Bycie wampirzycą jest naprawdę ogromną zaletą. Nie ważne, co zrobi, to i tak moc pomoże jej wyjść z każdych tarapatów. Jej umiejętności wzrosły, z łatwością wykonuje wiele czynności i kolejne wskazówki wpadają jej w ręce. Teraz doszła umiejętność zmiany wyglądu – zupełnie jak metamorfomag, nawet może ubranie sobie zmienić. Z czymś takim to bez problemu Caroline może wejść na komisariat policji i nikt jej nie zatrzyma. Ułatwianie nie jest dobrym pomysłem, bo co to za radość z czytania, gdy czytelnik wie, że dzięki swojej mocy bohater ze wszystkim sobie poradzi? Jednak przydałoby się też zwrócić uwagę na wady tej przemiany, bo na razie to została tylko wspomniana niemożliwość spania. Gdyby bardziej to rozwinąć, napisać, dlaczego to jest wadą lub zaletą, wstawić jakieś przemyślenia o przyszłym życiu lub w ogóle opisać trochę głębiej ten cały wampiryzm, to rozdział byłby ciekawszy.
Przyznaję, że opis krwi i jej picia już był interesujący, zawierał porównania, wstawił pewną magię i zobrazował uczucia Caroline, ale i tak był zbyt krótki. Tak samo wspomnienia, które są dobrym pomysłem i rzeczywiście mogą zaciekawić, bo czytelnik dowiaduje się czegoś o życiu innego bohatera. Jednak skoro bohaterka widzi je, to powinna też czuć to, co wtedy odczuwał Conrad, czyli jego złość, rozpacz i tak dalej lub przynajmniej można byłoby napisać o uczuciach, które towarzyszą dziewczynie, gdy na to patrzy. Można też byłoby wspomnieć co nieco o tym, jak ona po zobaczeniu tego wszystkiego patrzy na chłopaka, jak zmienia się w jej oczach. Tego zabrakło, a niewątpliwie wzbogaciłoby to treść.

Rozdział trzynasty

Po tylu rozdziałach powinnam zauważyć jakieś zmiany w stylu, a takowych nie widzę, poza tym, że akcja nadal prze naprzód w nadzwyczajnym tempie. Nie rozumiem, po co się tak spieszyć, przecież nikt nas nie goni. Taki pośpiech dobrą rzeczą nie jest, bo czytelnicy łatwo mogą się zgubić, szczególnie jeśli wciąż zmienia się miejsca akcji, dokładnie ich nie przedstawiając. Wszystko po prostu zaczyna się zlewać. Weźmy też pod uwagę fakt samego przenoszenia postaci, bo przez większość opowiadania miałam wrażenie, że oni się teleportują. Kiedy Caroline była z Amy, to padła propozycja, by pójść do McDonald’s i zaraz one tam były. Jak się tam dostały? Nie ma żadnego połączenia. Rozumiem, że takie rzeczy pojawiają się w książkach, ale weźmy pod uwagę fakt, że nie zdarzają się tak często, tylko od czasu do czasu. Do tego otaczający świat, budynki, miejsca i inne rzeczy są w powieściach opisane i można je sobie wyobrazić. Tutaj tego nie ma. Weźmy za przykład dom Roberta. Mamy tylko jeden budynek do opisu, nie sześć, dziesięć lub pięćdziesiąt, więc można się przy nim zatrzymać trochę dłużej i dokładniej przedstawić.
Robert mieszkał w domku jednorodzinnym pomalowanym na żółtko. Był nawet ładny i przyjemny. Nieduży, taki przeciętny. Na podjeździe nie było żadnego samochodu.
Przedstawiony wyżej cytat to cały opis domu chłopaka. Starczy? Niezbyt, ale przynajmniej coś jest. Omijam już fakt, że budynek jest pomalowany na żółtko, co jest błędem, bo zapewne chodziło o żółty, a tak można sobie z niego zrobić jajecznicę. Co było w pobliżu domu? Sam samochód? Może miał jakiś ogród, huśtawkę? Gdzie są sąsiedzi? Czy Robert mieszka na skraju lasu, nad wodą, w centrum miasta? Jaka jest jego konstrukcja? Okna też są pomalowane na żółto? Może widać jakieś zasłony, ktoś przez nie patrzy? Co to znaczy ładny i przyjemny? Dlaczego Caroline się taki wydaje? Nieduży, taki przeciętny, czyli jaki? Czy dlatego, że nie ma garażu samochód jest na podjeździe? Jak kolor domu wpływa na dziewczynę? Z czym jej się kojarzy? Przecież żółty nie jest jakimś powszechnym kolorem, prawda? Mam dalej pytania wymieniać?
Nie mam zbyt dokładnego ani nawet połowicznego obrazu tego miejsca, a o wnętrzu, które powinno być opisane w tym rozdziale, nie ma nic. Dziewczyna po prostu wchodzi, nie rozgląda się, myśli tylko, co z nim zrobić i zaczyna go bić. Na atakach i mówieniu się kończy, a ja tego nie widzę. Nie ma opisów, które przedstawiłyby mi tę sytuację dokładnie. Powiedziałabym wręcz, że ona weszła, uderzyła go, powiedziała parę słów i wyszła. Opowiadanie nie jest raportem lub czymś, w czym jedynie rejestruje się, co w danej chwili się działo. Trzeba to opisać, przedstawić tak, aby czytelnik to widział, czuł i zrozumiał, dlaczego Caroline robi coś takiego. Nie mówię, że w poprzednich rozdziałach nie zostały podane powody jej ataku, bo zostały, ale jej gniewu, złości, frustracji i poczucia niesprawiedliwości nie czuję. Potem przenosimy się od razu na lekcję biologii i jest napisane, że Caroline rozgląda się po klasie. To stwierdzenie faktu, ale opisu tego rozglądania się nie ma. Skąd czytelnik ma wiedzieć, że rzeczywiście nikt nie wygląda podejrzanie? Ma uwierzyć na słowo? Nie. Trzeba to opisać, aby sam też doszedł do takiego wniosku. Należy to uargumentować. Kolejną sprawą jest to, że przez jakiś króciutki czas jesteśmy w klasie biologicznej, a potem zaraz przenosimy się na korytarz i pojawia się Robert. Jak tu się nie pogubić, jeśli ciągle zmieniamy miejsce, bohaterów i czas? Nie widać różnic, nie ma ich przedstawionych, a akcja pędzi naprzód przez cały czas. Naprawdę ciężko się to czyta, bo zanim czytelnik się na czymś dobrze skupi, to zaraz jest przenoszony gdzieś indziej. Potem znowu pojawiają się kolejne miejsca, bohaterowie i wizja. Za dużo, za szybko i niedokładnie.

Radziłabym przede wszystkim zwolnić, a nie pędzić i przedstawiać w jednym rozdziale kilka miejsc, kilka wydarzeń i wielu bohaterów. Najlepiej skupić się na góra dwóch wydarzeniach i je opisać, przedstawić i pokazać tak, żeby nikt się niczego nie uczepił. Opisy też są ważne. Pisanie to sztuka, a nie bierne przedstawianie sytuacji w stylu: przyszedł, powiedział, podniósł, wypił i wyszedł, zamykając drzwi. Nikt nie zmusza, aby pisać dokładnie co i jak wygląda, ale żeby to przedstawić tak, aby ten obraz był jak najdokładniejszy. Może warto byłoby poćwiczyć, próbując opisać na przykład najzwyklejszą butelkę wody. Wszystkie porównania, epitety, metafory i inne są dozwolone. Przecież ze zwykłego kosza na śmieci można zrobić zbawcę świata i to dzięki opisom. Oczywiście nie chodzi o to, aby każdy najmniejszy szczegół w opowiadaniu tak opisywać, bo w ten sposób można ćwiczyć. Świat można stworzyć tak, jak się go widzi, bawiąc się skojarzeniami, językiem i bohaterami. Jeśli w opowiadaniu miały wystąpić myśli wampirzycy, to powiem, że stosowanie narracji pierwszoosobowej nie oznacza pisanie powieści psychologicznej. Z myślami związana jest psychika, w tym uczucia. Przemyśleń było naprawdę mało, a jak się już zdarzały, to bardzo krótkie. Uczuć prawie w ogóle nie wyczułam. Radzę ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć, a poza tym sporo czytać. Przydałoby się też zastanowić poważnie nad fabułą, dalszym jej przebiegiem i sprawić, aby historia była bardziej wiarygodna. Pomysł sam w sobie zły nie jest. Cofanie się w czasie, szukanie odpowiedzi w przeszłości oraz przedstawianie wspomnień są czymś naprawdę ciekawym. Do tego pojawiały się momenty, które nadawały historii oryginalności, chociażby scena w prosektorium. Można to było rozwinąć bardziej, a nie pędzić do przodu z akcją. Wymaga to większej pracy i czasu, ale takie rzeczy są możliwe i znacznie lepiej się czyta, a zarazem chce się dalej w to zagłębiać.

8,5/30

4.    Poprawność

Nie chce mi się powtarzać za każdym razem, a ten błąd występuje w każdym rozdziale, więc napiszę to od razu i najlepiej na przykładzie.

Zły zapis:
„-Ach ten jej Robert-powiedział z przekąsem.-Co ci o niej powiedział?”
Poprawny zapis:
– Ach, ten jej Robert – oznajmił z przekąsem. – Co ci o niej powiedział?

Nie łączy się myślników z tekstem, a poza tym radziłabym przeczytać to -> klik. Szczególnie początek.

Prolog

„Mam dość tych wszystkich krzywd, jakie wszyscy mi wyrządzili” – powtórzenie i brak przecinka.
„Stoję na skraju klifu”
Ciemna noc sprawia, że woda jest jeszcze ciemniejsza niż za dnia” – powtórzenie.
„nie bałam się go, natomiast teraz cholernie się go boję i za żadne skarby świata nie wrócę się” – powtórzenie go i drugie się jest niepotrzebne.
„Albo skok do wody, albo ucieczka przez las”
„w następnej sekundzie leciałam do wody. Wpadłam do lodowatej wody […] wypłynęło nad wodę, ale zaraz przykryła mnie ogromna fala. Czułam jak woda” – powtórzenia.

Rozdział pierwszy

„dotknęłam zimnego metalu. Był zimny jak lód i czułam to zimno tak, jakbym poczuła pierwszy” – brak przecinka i powtórzenia. Poza tym to zdanie nie ma trochę sensu. Skąd mogła wiedzieć, że metal jest zimny zanim to poczuła?
„Muszą państwo potwierdzić, czy to ona”
( o ile się nie myliłam i nie tkwię przez przypadek w czarnej dziurze)” – (o ile się nie myliłam i nie tkwiłam przez przypadek w czarnej dziurze)
„której głos wydawał mi się znajomy […]męski szept również wydawał mi się znajomy” – powtórzenie.
„Nie mogłam otworzyć oczy (oczu), bo intuicja podpowiadała mi, że jest (było) to ryzykowne”
„-Bardzo mi przykro.-Po (z małej litery, bez kropki) raz kolejny przemówił mężczyzna, co mówił na początku, ale teraz miał bardziej uspokajający ton.-Naprawdę.-Powtórzył (z małej litery, bez kropki)” – i sprawa, o której pisałam na początku.
Nieznajome, a  jakże (także) nowo poznane osoby pozostawiły po sobie przyjemny zapach, który kojarzył mi się z czymś miłym. Otworzyłam oczy i byłam w nieznajomym pomieszczeniu” – powtórzenie.
„Wstałam i rozejrzałam się po ciemnym pokoju, ale i tak wszystko wyraźnie widziałam” – co wyraźne widzenie ma do rozglądania się po pokoju?
„Zerwałam się na równe nogi i odsuwałam (odsunęłam) się od ściany” – drugie się jest niepotrzebne.
„nieruchomą dłoń. Zakryłam usta dłonią i” – powtórzenie.
„ale wpadłam na jakiegoś lekarza” – tutaj mam uwagę do całego akapitu. Jakąś przeszkodę, coś ukryte i jakiegoś lekarza – za dużo tych określeń, konkretniej proszę.
„Podniosłam się z ziemi i cofałam (cofnęłam) się w tył” – zbędne jest drugie się, do tego w tył jest niepotrzebne, bo do przodu raczej nikt nie będzie się cofać.
„-Nie zabierzecie mnie do trupów!-wykrzyczałam na pożegnanie i skoczyłam w tył” – w tył? Czyli jak? Nie potrafię sobie tego wyobrazić.

Rozdział piąty

„Chcesz się dowiedzieć, jak to wszystko się stało?”
„Bardziej ciekawi mnie to, czemu chciałam się zabić… No trochę ciekawi mnie jeszcze” – powtórzenie i radziłabym usunąć ten wielokropek, bo jest niepotrzebny. Nadmiar wielokropków nie tworzy nastroju, a go burzy.
„I zainteresowało mnie, czy jego pomoc jest (była) bezinteresowna”
„-Dobra. Umowa stoi-powiedziałam niechętnie” – kropkę można też zastąpić przecinkiem i słowo Umowa napisać z małej litery.
„poszukać w swoim pokoju jakichś śladów”
„Młode, nie zbyt (niezbyt) umięśnione”
„otworzyłam pierwsze ( i jedyne) drzwi” – otworzyłam pierwsze (i jedyne) drzwi.
„w której pełno było grzyba (grzybów) i pleśni”
„Nie, ale wiesz, gdybyś była wampirem i poprawiłabyś coś w swoim wyglądzie”
„Zamiast nich pojawiło się lustro”
„Miło jest, gdy ktoś o tobie śni”
„Chłopak przeskoczył nad furtką, nie trudząc się, by ją otworzyć”
„Pamiętaj, żebyś go wzięła”
Tak pisze we wszystkich zeszystach (zeszytach)” – Tak jest napisane.
„Obliczyłam w pamięci, ile ma (miał) lat”
„otworzyłam przed ostatni (przedostatni) pamiętnik”
„Zerknęłam na ostatni wpis w ostatnim zeszycie” – powtórzenie.
„Prowadziłaś bardzo nudne rozmowy z jakąś Amy Flows, (bez przecinka) o chłopakach”
„Ze smutkiem zobaczyłam, że to zdjęcie ma rok”
„No,  niestety-mruknął pod nosem”

Rozdział trzynasty

„Lecz teraz byłam pewniejsza i zła na tego”
„Zrobiłam zamach i uderzyłam go pięścią w noc (nos). „Biedak” osunął się na ziemię i złapał za nos” – powtórzenie.
„był kilka centymetrów nad ziemią”
„-Wiesz, co mnie najbardziej boli? –nie (z dużej litery) czekałam”
„-Podzielę się z tobą czymś jeszcze-przerwałam dla większego napięcia.-dowiem (z dużej litery) się”
„Rozpoczyna się drugi tydzień, (bez przecinka) odkąd żyję”
„Wiem to wszystko i już, (kropka zamiast przecinka, co z dużej litery) co cię to obchodzi?”
„Dał to po sobie poznać”
„-Nie, dupku.-Powiedziałam (bez kropki, Powiedziałam z małej litery) chłodno”
„-Mia! Cześć.-Przywitała (bez kropki, Przywitała z małej litery) mnie”
„Jednak, (bez przecinka) pan Magnus”
„Dał mi jakieś karty pracy, które, o dziwo, wiedziałam,  jak rozwiązać”
„Pod koniec lekcji, (bez przecinka) wręczyłam karty nauczycielowi. Sprawdził”
„-Zwykle przychodziły dwie uczennice. Amy, chyba ją znasz. Nie ma jej dzisiaj. W sumie od dawna jej nie ma. Pewnie to przez Caroline. Z nią zawsze była” – zdania są za szybko kończone, a poza tym przychodziły dwie uczennice, a została wspomniana tylko Amy.
„Ach, ten jej Robert”
„Pan Magnus uśmiechnął się do mnie życzliwym uśmiechem” – wystarczyło napisać, że uśmiechnął się życzliwie.
Nie raz (nieraz) miał poważną”
„tylko zaczęłam płakać. On zaczął mówić” – powtórzenie.

Moja pierwsza uwaga dotyczy dialogów, ale sprawę wyjaśniłam już na początku. Do tego notorycznie zmienia się czas, raz jest teraźniejszy, a następnie przeszły. Radziłabym się zdecydować, którym pisać i się go trzymać. Jest też wiele powtórzeń, a w Internecie zawsze można znaleźć słownik synonimów, chociażby taki -> klik. Zdarzają się też literówki, ale można je eliminować, gdy dokładniej sprawdza się tekst, bo Word ich nie wskaże. Z interpunkcją natomiast nie jest tak źle, ale są błędy, więc w tym przypadku odeślę do bardzo pomocnej strony -> klik.

6/15

5.    Ramki

W lewej kolumnie mamy linki, dokładniej Menu, a w nim:
SPAMownik – raczej nie trzeba nic tłumaczyć.
Opowiadanie o Dominice (1-20) i niżej Opowiadanie o Dominice (21-40) – tego akurat nie rozumiem. Jest szeroka lista, prawda? Widzę, że większość rozdziałów z niej poznikała, a to zapewne za sprawą ustawień, w których nie zostało zaznaczone, by wyświetlały wszystkie notki. Jeśli jest to historia skończona, to lepiej stworzyć jedną zakładkę do niej i tam powstawiać wszystkie rozdziały, a następnie zapisać je na blogu jako szkic. W ten sposób każdy dotrze do nich poprzez podane w zakładce linki, a one same znikną z szerokiej listy. Wszystko będzie ładnie poukładane i bez zbędnego zamieszania.
Linki!!! – sądzę, że nie potrzeba aż trzech wykrzykników, aby je dostrzec. Co do reszty nie mam zastrzeżeń.
W środku mamy posty, szeroką listę i statystykę, a to w zupełności starczy.
Po prawej Księga gości, która jest tutaj kompletnie niepotrzebna. Właściwie dlaczego czytelnicy mają się wpisywać i co w ogóle mają tutaj umieścić? Gdyby to było miejsce do spamu lub pozostawienia informacji o nowościach, to istnienie tego elementu byłoby zrozumiałe, a tak radzę usunąć.
Nie twierdzę, że informacje o autorce i opowiadaniu są ważne i konieczne, ale zawsze jakoś przybliża to czytelników do bloggera, a poza tym dowiadują się, czy czasem nie natrafili na tematykę, która ich nie interesuje. Dlatego trochę mi ich tutaj brakuje.

6/10

6.    Bohaterowie

Są oni właściwie tacy, że nie potrafię sobie w żaden sposób przypomnieć ich wyglądu. Pamiętam jedynie, że Robert jest przystojny. Tylko to mi tak utkwiło w pamięci. Właściwie mogłabym o nich napisać tyle, że są nudni i powtarzają schematy. Jedynie Conrad, który tak uwielbia, jak Caroline go gryzie, jest inny.
Amy jest taką jakby nieśmiałą osóbką, która potrzebuje czyjegoś wsparcia, jest łatwa do manipulacji i za każdym razem trzeba iść jej z pomocą, gdy dzieje się jej krzywda – przynajmniej tyle na jej temat zrozumiałam z czasów, gdy „żyła” jeszcze Caroline. Powiem, że więź pomiędzy nią a główną bohaterką naprawdę mnie wzruszyła i stanowi coś, w co warto byłoby się zagłębić.
Robert jest przystojniakiem, który na początku wydawał mi się kimś innym, odchodzącym od stereotypowego przedstawienia takich osób, ale potem stał się najzwyklejszym zdrajcą, którego jeszcze wciąga się w to samobójstwo i robi z niego zwykłego potwora. Gdyby postać przystojniaka-brutala nie była aż tak powszechna, to byłby to dobry pomysł. Cieszy mnie jedynie fakt, że nie od razu został tak pokazany. Jednak związek Roberta z Caroline, albo raczej jego początek, zwalił mnie z nóg. Wysłałam mu różę na walentynki z moim numerem telefonu i z nim się umówiłam! – to brzmi jak miłość z bajki, w którą uwierzyć jest naprawdę ciężko. Nie zostało to dokładniej opisane, więc nie jest wiarygodne. Po czymś takim to dziewczyna zostałaby prędzej wyśmiana.
Caroline, albo raczej Mia, to taka osoba, o której ciężko jest mi cokolwiek powiedzieć. Przez całe opowiadanie była mi kompletnie obojętna i nie wywołująca żadnej sympatii. Przez jakiś czas zdawała się być dziewczyną miłą, łagodną i pomocną. Na początku była jeszcze zagubiona, ale ilość wiedzy na temat otaczającego świata sprawiła, że przestała taka być i nie wyczuwałam od niej ani krzty jakiejkolwiek dezorientacji. Straciła pamięć, prawda? Widać to tylko w momentach, gdy nawiedzają ją wizje, ale w swoim codziennym życiu nie, jej uczucia na to nie wskazują. Jej wampirze umiejętności też nie sprawiają, że zaczyna być interesująca. Im więcej ujawnia się jej zdolności, tym bardziej wszystko traci swój urok. To jest zwykłe ułatwianie. Ma dużą siłę, może zmieniać wygląd, zmuszać ludzi do mówienia przez jakąś moc i za każdym razem jej wampiryzm musi być wykorzystywany. Czasami coś jej się nie udało, ale to i tak nie przeszkadzało, aby kolejna zdolność jej pomogła. Robert ją okłamał, ale ona zobaczyła prawdę w swoich wspomnieniach. Potem jeszcze pojawiła się jako siłaczka, która przyszła do niego, pobiła, zrobiła mu krótki wykład i sobie poszła. Ja się z tej wizyty nic nie dowiedziałam, poza tym, że miała kolejną wizję. Za dużo w niej tego, ale jedyną dobrą rzeczą, jaką prezentuje jest to, że różni się od Caroline przez utratę pamięci.
Teraz Conrad, który sam w sobie stanowi kolejne wielkie ułatwienie dla głównej bohaterki. Pozwala pić jej krew, bawi się w hakera, daje jej mieszkanie i towarzystwo oraz wsparcie. Dodam jeszcze, że zakochał się w niej od pierwszego ugryzienia. Jest chłopakiem, który nie pasuje do swojego wieku. Kiedy przeczytałam o tym, że ma dwadzieścia jeden lat, to się ogromnie zdziwiłam, bo zachowuje się jak zwykły szesnastolatek. Do tego jego historia również jest nie do uwierzenia. Rodzice przed swoją śmiercią przelali na jego konto mnóstwo pieniędzy (dziwne, że wybrali akurat taki moment), a on od czasu do czasu sobie z tego majątku korzysta, mieszkając w jakiejś rozwalającej się chatce. Dziwne jest to, że po tragicznej śmierci rodziców nikt go nie szuka i się nim nie interesuje, a znalezienie go wcale nie byłoby trudne. To, co spodobało mi się w Conradzie, albo raczej w relacji między nim a bohaterką, jest to, że mimo tych wszystkich wspomnień, jakie widziała Caroline, to nadal mało o nim wiadomo i to zostało pokazane.
Bohaterom brak realności, ja w ich historie nie wierzę. Do tego w znacznej części (nie mówię, że w całej, bo tak nie jest) powielają schematy. Dla czytelnika są praktycznie obojętni i poznawani przez dialogi lub wspomnienia. Naprawdę mało o nich wiadomo, a fakt, że akcja prze naprzód i nie zatrzymuje się za długo przy jednym momencie powoduje, że oni po prostu migają przed oczami i większość podanych informacji po prostu znika. Radziłabym bardziej się nad nimi zastanowić, powypisywać na kartce to, co o nich wiadomo i bardziej rozbudować ich charaktery. Powoli i po kolei ich kształtować, a zarazem od czasu do czasu napomknąć coś o ich wyglądzie, aby przypomnieć czytelnikowi, jacy oni są. Przede wszystkim nie spieszyć się tak z ich przedstawianiem.

1,5/5

7.    Komentarze

Nie lubię tej części, ale postaram się coś naskrobać. Mimo że jest spamownik, to SPAM się pojawia i nie jest usuwany. Bodajże jest tylko jedna stała czytelniczka, a reszta przychodzi jedynie informować o nowościach u siebie. Komentarze same w sobie niewiele przekazują, więc to raczej nie pomaga.

2/5

8.    Punkty dodatkowe

Nie dzisiaj.

Podsumowanie

Sądzę, że napisałam już wszystko to, co miałam napisać. Sporo punktów poleciało za błędy, które naprawdę nie powinny się pojawić, szczególnie sprawa z dialogami. Radzę zmienić wygląd bloga, bo czarny kolor jest naprawdę dołujący. Wypadałoby też zająć się światem przedstawionym, bohaterami i ogólnie opisami, bo ich naprawdę jest mało. Przyznam, że skupianie się na kolorach poszczególnych rzeczy aż tak ważne nie jest. To chyba wszystko ode mnie. Są wakacje, można nad tym wszystkim popracować i na pewno będzie lepiej, przynajmniej ja w to wierzę.

Po zsumowaniu mamy łącznie punktów 32.
Ocena: dopuszczająca
Życzę powodzenia w dalszym pisaniu.

Trochę to czasu zajęło, ale się udało. Tymczasem siedzę na wsi, odnajdując kolejne problemy życiowe w związku z przyjęciem na studia (udało się!) i męcząc się ze swoim Internetem. Najwyższy czas na odpoczynek i moje opalanie się w cieniu i deszczu.
Co tam u Was? Mam nadzieję, że miło Wam wakacje mijają. Cicho się tak jakoś wszędzie zrobiło.